Właściwie, to musze się Wam przyznać, że założyłem tego bloga, bo wydaje mi się, że mam problemy z agresją albo ze zdrowiem psychicznym i liczę na to, że pisząc o tym tutaj, znajdę kogoś, kto mysli podobnie, albo racjonalnie argumentując uświadomi mi ogrom mojego schorzenia. Mam nadzieję na Waszą aktywność i ciekawą polemikę.
Nie wiem czy ktokolwiek na świecie, w wieku zbliżonym do mojego (a lat skończę 23 w listopadzie) patrzy na codzienne zdarzenia w sposób choć trochę podobny. Czasem mam wrażenie, że jestem zgredem z gębą małolata, albo odmrożonym hibernantem, z innego wieku - ale do sedna.
Nie moge jednak do sedna, tak od razu, bo żeby wyjasnić Wam genezę moich rozterek, muszę ugryźć temat tak, abyście nie czuli jakobym się próbował wywyższać. Spróbuje jak najkrócej i najkonkretniej.
Nie jestem przykładem inteligenta raczej. Moi rodzice nie skończyli studiów (nawet nie zaczeli), o dziadkach i pozostałych przodkach nie wspomnę, bo tłukli krowy kijem gdzieś na mazurach, aż do momentu gdy na początku lat 50 XXieku ludność wiejska masowo zaczęła migrować do rozwijających się miast ( w moim przypadku do stolicy). Fakt, studiuję na UW, pracuje w konsultingu, próbuję komponować muzykę i robić zdjęcia, więc niby aktywności życiowe i hobbystyczne mam ocierające się o umysłowość i artyzm, acz do wartości które wpoili mi rodzice (szanuj ludzi, szanuj pracę, i takie tam standardy) dołączyły inne, których nauczyła mnie rzeczywistośc na osiedlu, rzeczywistość w pracy, ogólnie rzeczywistość.
Mój szef lubi mówić “nie obrazajmy się na rzeczywistość”, a że uważam go za gościa, od którego naprawde można się wiele nauczyć, to fajnie bylo żyć w zgodzie z tym stwierdzeniem, jednak w moim odczuciu zmusza ono do pewnej bierności, godzenia się na coś bez walki. Ja tak nie umiem.
Mam wrażenie, że 90 % ludzi którzy mnie otaczają to debile. Bezmyślni debile. Choć z drugiej strony, zawsze uruchamia mi się taka mania prześladowcza, wkręcam sobie (choć moze nie wkręcam sobie, a rozsyfrowuje ich poczynania), że oni doskonale zdją sobie sprawę ze swojej bezmyslności, tylko robia to ze względu na własną wygodę, korzyść lub posiadanie efektow tej bezmyślności głęboko w dupie. Tak głęboko, że ani nie wystaje, ani nie uwiera, bo gdyby tylko zaczęła, podniósł by się wielki rwetes. Dla przykładu: mieszkam na warszawskim Bemowie, w bloku jakich tam mnóstwo, wylanego z wielkiej płyty na początku lat 80 i kto mieszka w takim miejscu, wie, że słyszysz każde nawet mocniejsze tupnięcie sąsada z góry, lub spadającą pokrywkę sąsiadki przez scianę. Wiadomo, blok to nie domek jednorodzinny w lesie i hałas będzie. Tyle, że sąsiad z 6 piętra, który naprawia kolejne trupy samochodow (bo tego co on zwozi pod blok nie da się nazwać inaczej) nieprzerwanie od 10 lat, od 7 rano centralnie pod moim oknem i jednocześnie oknem sąsiadki która ma 4 miesięczne dziecko, potrafi wyprowadzić z równowagi. Szczególnie, że podobnie jak Adaś Miauczyński, bohater “Nic śmiesznego” i “Dnia Świra”, ja rownież nie podbijam karty w fabryce o 7 rano, tylko z racji na inteligencki zawód, wstaję do pracy o której mi się podoba i pracuje gdzie mi się podoba – w domu, parku, biurze,gdziekolwiek. Lata edukacji, wyrzeczenia, kurwa, wolno mi spać do 9 jesli mam na to ochotę. Nie trudno sobie jak sądze wyobrazić, jaki byłem zagotowany gdy dziś o 7:12 obudził mnie ryk trupa Ctroena, gazowanego przez tego debila pod oknem. Otworzylem okno i zapytalem go, czy nie uważa że pomylil miejsce i godziny, na co on zapytał “a gdzie mam to robić”, przetykając to kurwami i japierdoleniami.
No to fakt, odległośc między blokami to jakieś 15 metrow, nie mam pomysłu gdzie miałby to robić, ale z drugiej strony, to czy jeśli ja nagle zechciałbym zostać rolnikiem, nie zmieniając miejsca zamieszkania i nawozić swoje plony gnojówką, to pernamenty, niesamowity odór męczący rownież w.w. imbecyla jest uzasadniony? Odpowiedź raczej oczywista, ale chcę zwrócić uwage na mentalnośc – on nie ma gdzie tego robic bo nikt za reke go nie wzial i nie pokazal mu gdzie, albo nie zafundował warsztatu. Bezrobotni są bezrobotni, bo nikt ich nie bierze za rączkę i nie prowadzi do pracy, fakt iż, wiekszość żródeł i autorytetów naukowych zauważa zjawisko niezdolności do pracy po pewnym czasie pozostawania w bezrobotności, pewien rodzaj bariery psychicznej, ale ten rodzaj mentalności zaczynam zauważać w każdym aspekcie życia – ostatnio kupowałem garnitur, problematyczna kwestia, bo jestem mocno szcupły i pokaźna część tego typu ubrań po prostu na mnie wisi. Udało mi się w końcu znaleźć dobry krój i fason w Peek & Clopenburg, na wieszaku Hugo Bossa, za prawie 3 000 pln. Zdecydowalem sie na niego z dwoch wzgledow: po pierwsze, to moje narzędzuie pracy, nie oszczędza się na inwestycjach mających przynieśc zyski, po drugie jak mawia Michał Leopolt – Kuropatwiński “chcesz zarobić milion dolarow, wyglądaj jak milion dolarow”. Poprosiłem o odłożenie na 2 dni, zostawiłem wizytówkę, numer telefonu, wszystko co było potrzebne, kiedy wróciłem po niego, głupia cipa sprzedawczyni z zblazowaną miną powiedziała, że nie ma go, ale to nie jej wina. Nie powiedziała przepraszam, przykro mi, cokolwiek. To nie ona go odkładała, więc wszystko jest ok…
Czuje, że zapętlam się przez emocje, ale właśnie te sytuacje, z pozoru tak błahe, a jednak wskazujące na ogólne zidiocenie, bezmyślność, oprocz tego ze frustrują mnie, to budzą też mój lęk i przerażenie. Boję się, że kiedyś, to chamstwo (bo dla mnie te przypadki z wyłączeniem bezrobotnych, to jest chamstwo stanie się wartością wyżej cenioną od kultury i normalnych relacji międzyludzkich. Już powoli zauważam, że np. idąc na pocztę albo do państwowej przychodni (Bogu dzięk, że już nie muszę), największe szanse na załatwienie sprawy mam drąc mordę i zachowując się agresywnie. Nienawidzę tego robić.
No i nie wiem generalnie, czy to ja jestem chory, czy faktycznie jest coś na rzeczy. Będę wdzięczny za opinie.
pozdrawiam
Mr. Bulb