Siema
To chyba będzie odcinek pełen użalania się nad sobą, ale musicie mi to wybaczyć.
Dziś usłyszałem od koleżanki i kolegi z biura, z którymi siedzę w pokoju, iż mój sposób wypowiadania się i ogólnie „to jak się noszę” jest pretensjonalny.
Generalnie świat mi się zawalił.
1 listopada 2007 poprosiłem Młodego, Temka i Huga, z którymi nagrałem kilkanaście zajawkowych numerów, odbyłem kilkadziesiąt melanży i w mojej opini przyjaźniłem się przez kilka najfajniejszych lat życia, poprosiłem ich o szczerą rozmowę w męskim gronie. Potrzeba jej odbycia nie wzięła się z nikąd – po prostu przez okres od sylwestra do w.w. daty nie utrzymywaliśmy prawie żadnego kontaktu, sylwester 06/07 był przyczynkiem do tego ze nasze relacje uległy pogorszeniu – nie jest to miejsce na opowieść czemu (może między innymi dlatego, że chyba zesrałbym się ze wstydu, za część tych rzeczy, które się tam wydarzyły, gdybym opisał je tutaj) w dużym uproszczeniu można by ująć to tak, że alkohol i emocje zrobiły swoje, a kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Porposilem ich o tą rozmowę, bo pomyślałem sobie, że jako najbardziej butny, najbardziej hop do przodu i najbardziej autorytarny (chyba) w całej ekipie wychodząc z prośbą o nią, nawet, jeśli nie uda mi się uratować tego wszystkiego, co nas łączyło, to przynajmniej przeżyję coś w stylu duchowego katharsis – jestem tak skonstruowany psychicznie, że przyznawanie się do błędów idzie mi naprawdę ciężko, taki kop w dupę, którego sam sobie sprzedaję, powinien pozwolić mi spojrzeć trzeźwo i prawdziwie na świat, zamiast przez sferę własnych dziwnych imaginacji i urojeń.
Okazało się, że w zasadzie, nie ma czego ratować, bo wszystko jest ok., od momentu kiedy nie ma mnie. Dowiedziałem się, że od czasu, kiedy nasze drogi się rozeszły, chłopakom pracuje się nad wspólnym materiałem tak dobrze jak nigdy, odżyły (to już moja własna obserwacja) naprawdę bliskie ziomkowskie relacje, jakby cała maszyna ruszyła pełną parą po eliminacji zbędnego, trącego elementu. Eliminacja jest tu idealnym słowem, bo prosiłem o kolejną szansę na rehabilitację, o nazwanie po imieniu każdej wnerwiającej rzeczy i pomoc dla mnie w pracy nad sobą. 3 do 0, że nie wierzą, że to się może udać, że za dużo się już zdarzyło i pozostał tylko niesmak. Zawsze możemy się spotkać, ale w gruncie rzeczy, to chuj na Ciebie kładziemy, Żarówka.. Znamy się „na siema” .
Chcę od razu zastrzec – mieli pełne prawo tak pomyśleć, w zasadzie każdemu z nich, chociaż raz w życiu wypierdoliłem taki numer, za który można człowieka skreślić, a i opisana wyżej sytuacja sylwestrowa też nie stawia mnie w korzystnym świetle.
Nie mniej jednak, w.w. trójka, kojarzy i będzie kojarzyć mi się zawsze z tym najfajniejszym w moim życiu okresem, gdy wierzyłem, że mam świat na dłoni, robiłem muzykę, którą kocham jak nic innego na świecie i ta rozmowa, choć robiłem wszystko (i chyba skutecznie), żeby tego nie pokazać , odebrała mi kompletnie chęć do życia na spory kawałek czasu. Generalnie nienawidzę tej codzienności, powtarzalności, prozy życia, bo ona skutecznie odbiera mi jego sens. Nie widzę sensu w zapierdalaniu do końca życia i o jeden dzień dłużej, Młody to ujął perfekcyjnie w którymś kawałku, nawijając: „prędzej zdechnę niż wrócę do call center”. Ja wraz z czerwonym światłem od nich, po prostu zacząłem zdychać, powoli gnić od środka, straciłem ostatnią deskę, dzięki której moja łódź płynęła przez ocean życia, zamiast osiąść na mieliźnie codzienności, ba, straciłem szansę na to że ktokolwiek mnie z niej wyprowadzi z powrotem na pełny wiatr.
Jestem trochę niesprawiedliwy teraz, bo cały czas była przy tym wszystkim Di, która też dostała tak bardzo, że nie wiem czy gdyby ją zrobić moim oprawcą, a mnie jej ofiarą (czyli tak jak to wygląda na co dzień) to czy byłbym w stanie jeszcze kiedykolwiek na nią spojrzeć, ale facet potrzebuje chociaż jednego przyjaciela płci męskiej, choćby nie wiem jak bardzo kochającą miał kobietę, a ja mam chyba najbardziej na świecie.
Prawdopodobnie dzięki niej, nie jebnąłem sobie wtedy w łeb, choć i tak nigdy jej nie powiedziałem, jak bardzo pomogła mi po tym zdarzeniu, nawet wiążąc sobie sznur kilka dni przed sylwestrem, nie powiedziałem jej, że mimo, iż mamy multum pozycji, to tak naprawdę czuje się jakbyś nie mieli nic.
Wydawało mi się, jakiś czas po tej rozmowie, że potrafię sobie z tym wszystkim poradzić, chociaż nie mogę słuchać rapu, bo ilekroć go słyszę, jak filmy przelatują mi przez głowę „ wszystkie te akcje z przyjaciółmi przeżyte”. Może nawet nie tyle poradzić, co pracować nad sobą tak dużo i ciężko, żeby już nikt nie został przeze mnie skrzywdzony – trudna sprawa, bo tej pretensjonalności irytującej nikt nie umie nazwać konkretnie – tzn., jeśli pytam, czym się przejawia, to ludzie mówią o tonie, sposobie wypowiadania się, ale nie są w stanie przytoczyć konkretnej sytuacji. Generalnie postanowiłem coś z tym zrobić – dla Di i dla siebie.
Od tej rozmowy minęło mniej więcej pół roku. Byłem przekonany, że idę w dobrym kierunku, zastanawiałem się tylko, czemu w weekend mój telefon milczy, a jak już dzwoni, to dzwoni ktoś kasę pożyczyć. Pożyczam, mam to się dziele, nie mam to zamulam. Nawet się już przyzwyczaiłem do tego, że telefon nie dzwoni, tłumaczyłem to sobie starym przysłowiem: „nie od razu Kraków zbudowano”, w sensie, że to jest dopiero początek, ludzie musza mieć naturalną, niewymuszoną szansę przekonać się, że naprawdę pracuje nad sobą i nad tym, żeby potrafić utrzymywać normalną relację. Musze też zaznaczyć, że na codzień pracuje z fantastycznymi ludźmi – bardzo inteligentnymi, wykształconymi i obytymi w świecie, naprawdę powiedziałbym ekstraklasa osobowościowa, tak, więc od roku, bo tyle mniej więcej jestem w firmie, robię wszystko, żeby uczyć się od nich budowania i utrzymywania relacji. W sumie wstyd się przyznać, ale 95 % tego, co mówię, wypowiadam w myślach 3 razy zanim powiem głośno, bo nie chcę ich zrażać do siebie. I dziś jak to usłyszałem, to znów zwątpiłem w sens tego wszystkiego. Może po prostu niektórych cech nie da się zmienić w sobie, ale czy to oznacza, że jestem skazany na…samotność? Na sztuczne uśmiechy i wymuszone pytania typu „co tam?”, mimo, że nawet nie chcesz słuchać co tam?
Nie wiem czy to nie jest jakiś bełkot, ale nawet nie będę tego sprawdzał.
Najważniejsze teraz jest dla mnie to, że mogłem to napisać, wyrzucić z siebie.
Blog to świetna rzecz, jeśli nie masz komu czegoś wykrzyczeć, możesz to na nim napisać