A właśnie, że tak

czyli przebłyski Żarówki

Wstyd kwiecień 12, 2008

Zaszufladkowany do: opinie, psychologia, rap, szacunek — awlasniezetak @ 2:40 pm

Ostatnio jest mi coraz bardziej wstyd, jak sobie patrze na pasek placowy z firmy. Jest to ciut pardoksalne, bo z drugiej strony zawalilem semestr na studiach (znowu), dostalem drugie zawiasy za pewna, niezbyt madra demolke, wykonana Pijakiem (i z Pijakiem w zasadzie), co bezposrednio przelozylo sie na mniej wiecej 4 tysie kochanej gotowki, ktora musialem rozjebac w ciagu jednego dnia na rzeczy, ktorych nawet nie da sie dotknac (no moze oplata za powtarzanie semestru da sie dotknac za dwa lata w formie dyplomu magistra). Klne ordynarnie w poprzednim zdaniu, gdyz byla to moja gotowka, ciezko zarobiona i odlozona z zamiarm wyremontowania za nia lazienek w moim mieszkaniu.
Dlaczego jest mi wstyd jak patrze na ten pasek?
Wracalem kilka dni temu do domu przez Wola Park, gdyz chcialem nabyc sobie okulary przeciwsloneczne w H&M po tym jak kilka tygodni wczesniej jakis nacpany gosc nabyl je ode mnie w Blue Disco przeplacajac 4-krotnie, mimo, ze uswiadomilem go ile kosztuja w skad inad dosyc popularnym sklepie. Wychodzac juz z c.h. moja uwage przykluly zonkile, nie wiem czemu, ale zajebiscie lubie zonkile. Poniewaz, nie wiem czemu, nie bedziemy watku drazyc, natomiast postanowilem kupic 3 peczki (po 5 pln jeden) i z glupiutkim usmiechem zapytalem Pania, czy przy tej ilosci nie mam szansy na studnecka znizke, na co Pani stwierdzila, ze to nie jej towar, wiec nie. Jakby z nikad pojawil sie Pani malzonek i dziwnym trafem, doszlismy do tego, ze Pan , magister ekonomi po SGH, od kilku lat pracuje w ochronie albo na czarno, sprzedajac cos na ulicy, poniewaz mimo dyplomu magistra najlepszej warszawskiej uczelni ekonomicznej, wiek Pana jest przeszkoda w znalezieniu zatrudnieniia godnego wyksztalcenia, ba, jakiegokolwiek stalego zatrudnienia.
Nie chcialem wnikac, dlaczego tak jest faktycznie, czy moze dostal gdzies wilczy bilet, rzad PRL’u go gnebil, czy tez odworotnie, jako PRL’owski kacyk dzis nie moze znalezc miejsca dla siebie w wolnej gospodarce, czy moze jest po prostu zyciowa sierota i dlatego mu nie idzie. Nie o to chodzilo. Po prostu niesiony empatia (mam jej niestety sporo) niepotrzebnie wdalem sie w ta dyskusje, a ze popoludnie po pracy mialem w formie klasycznej – obiad, joint, Fl studio, a pozniej czekolada i telewizor, jakos wzielo mi sie na rozmyslanie – choc zawsze twierdzilem ze myslenie w nastukanym stanie niesie ze soba tylko i wylacznie bledna dedukcje, postanowilem sobie wnioski zapisac i skonfrontowac z ponownym przemysleniem na trzezwo.
Mam generalnie duzo szczescia w zyciu, takiego materialnie mierzonego. Na 18 urodziny dostalem od babci mieszkanie za 500 tysiecy zlotych, 60 metrow kwadratowych na bemowie (kiedys nalezalo do moich rodzicow, kiedys tam mieszkalem z nimi, ale nigdy nie spodziewalem sie ze bedzie tylko dla mnie), pod warunkiem rozpoczecia studiow, co i tak mialem zamiar zrobic, bez wahania. Od roku mam swietna prace, bo mimo ze mocno absorbujaca, to b. dobrze platna, tak szczerze mowiac to wrecz chyba za dobrze jak na poziom moiich faktycznych umiejetnosci itp. Nie wiem, czy spotkaliscie sie z tym, zbey ktos narzekal na to ze zarabia za duzo, mi chodzi o pewna sprawiedliwosc spoleczna. O fakt, ze majac 23 lata zarabiam dwa razy tyle co moi rodzice razem, dwie srednie krajowe, ktore, jeszcze w czasach call center, wydawaly mi sie niemozliwe do osiagniecia. Nie chce narzekac, ze przynajmniej materialna strona mojego zycia sie zaczyna ukladac i stabilizowac, ale chodzi mi o pewne poczucie, ktorego nawet nie potrafie sprecyzowac w sumie, bo to taka mieszanka wstydu, zalu, bezsilnosci. Wstydu, gdy po melanzu uswiadamiam sobie, ze puscilem tyle kasy w noc, ze nie jedna biedna rodzina przezyla by za to tydzien, zalu, ze nie moge im pomoc, bo ludzi na granicy ubostwa w polsce jest mnostwo, bezsilnosci ze mimo liberalnych pogladow i podejscia zyciowego, zgodnego z Apiusza Kladiusza przeswiadczeniem, gloszacym o tym, ze kazdy jest kowlem wlasnego losu, nie umiem sie znieczulic na tyle, by po prostu o tym nie myslec, przechodzic obok tego jak obok czegos normalnego.
Meczy mnie to, poniewaz pracujac w doradztwie, spotykam duzo ludzi z kierowniczych stanowisk, odpowiedzialnych za ksztaltowanie polityki firmy wlasciwie we wszystkich aspektach – od dzialan czuwajacych nad rentownoscia biznesu, przez jego spoleczna odpowiedzialnosc, az do polityki personalnej. Przeraza mnie czesto brak wyobrazni tych ludzi. Nie takiej biznesowej,a typowo ludzkiej, empatycznej wyobrazni, ktora przestawila sie na kase, gdy kasa pojawila sie w ilosci wiekszej. Psychologia pracy nawet nazwala to skurwysynstwo: rozdziela orientacje na ludzi i orientacje na fakty. Nalezy dodac, ze ta druga, jest dosc mocno pozadana wsrod menedzerow.

Dzis jestem juz bardziej biznesmanem niz raperem, zmienily mi sie troche proirytety, ale modle sie codziennie, zeby Bog nigdy nie pozwolil mi zapomniec, czego nauczyli mnie rodzice, ulica, szacunek, przyjaciele. Chociaz dwa ostatnie, w moim przypadku brzmia jak zlosliwy dowcip, bez tego, z czego wyroslem nigdy nie poradzilbym sobie w biznesie, w zyciu i nie wiedzialbym kim jestem. Ani jakich bledow nigdy wiecej nie popelnic.

bless

Mr.Bulb

 

Leave a Reply